10 lat bycia wegetarianką nie może przejść bez śladu. Prawdopodobnie o tym epizodzie (chociaż to chyba niedobre określenie, bo 10 lat to więcej niż 1/3 mojego życia) jeszcze nie wspominałam. W wieku 15 lat podjęłam decyzję, że rezygnuję z mięsa (również ryb). Zaczęłam wertować różne mądre książki, pilnowałam by w mojej diecie odpowiednio zastąpić mięso i odkryłam bogactwo i możliwości strączkowych. Wszelkie fasole, ciecierzyca, soczewica, groszki, bób stały się ważną częścią tego co jadłam. I mimo że po 10 latach powróciłam najpierw do ryb, potem do drobiu a teraz również i na czerwone mięso się skuszę od czasu do czasu, to uwielbienie do fasolek pozostało :)
Uprzedzając pytania "dlaczego zrezygnowałam z bycia wege?" - po prostu naszła mnie nieodparta ochota na fileta z łososia gotowanego na parze z cytryną i koperkiem i dużą ilością sałaty :) I tak jak przez cały ten czas niejedzenia mięsa, w ogóle mnie do niego nie ciągnęło, nic a nic, nie kusiły mnie żadne zapachy ani widoki, tak tego jednego dnia mój organizm zapragnął łososia i nie mogłam mu odmówić, to był silniejsze ode mnie a potem powoli powróciłam do "normalności" a mięso polubiłam bardziej niż mogłabym się tego spodziewać.
No ale miało być o pasztecie. Z soczewicy. Kiedyś robiłam już podobny pasztet ale z białej fasoli, wyszedł dobry lecz bez rewelacji, więc nie powróciłam do przepisu. Jednak gdy u Ani zobaczyłam ten soczewicowy przysmak i to jeszcze na kawałku razowca, wiedziałam, że to jest to. Poza tym, że lubię soczewicę, to oboje z Ł. wprost uwielbiamy pieczony czosnek. Latem układam całe główki czosnku (zupełnie nieobrane) na grillu i tak się pieką i dochodzą aż całkowicie zmiękną, stają się słodkie i soczyste. Obieramy wtedy gorące ząbki, parząc sobie palce i karmiąc nawzajem co ładniejszymi kawałkami.Ad rem. Mamy więc i soczewicę i czosnek (tutaj wprowadziłam modyfikację przepisu, uznałam, że niepotrzebnie piec czosnek dwa razy, więc do papki warzywnej wrzuciłam po prostu surowe ząbki i tak zapiekłam - wyszły miękkie i słodkie - tak jak powinny), do tego marchew, pietruszka, cebula, przyprawy - nie użyłam kuminu, za to dużo pieprzu ziołowego, odrobinę majeranku, pieprz czarny, chilli i prawie wcale soli.A teraz dokładny przepis Ani ale z moimi modyfikacjami:SKŁADNIKI* 200 g zielonej soczewicy* 2 średniej wielkości marchewki obrane i pokrojone w cienkie plasterki* 1 mała pietruszka obrana i pokrojona w cienkie plasterki (dałam dużą)* 1 główka czosnku (dałam dwie)* 1 średniej wielkości cebula drobno posiekana* 1 łyżeczka kuminu (nie dodawałam)* 1/4 łyżeczki suszonego chili* 1 łyżeczka harissy (opcjonalnie) (nie dodawałam)* 3 jajka (użyłam dwóch dużych)* 3 łyżki oliwy* moje dodatkowe przyprawy: pieprz ziołowy, świeżo mielony pieprz czarny i majeranekRozgrzewam piekarnik do 180 stopni C. Na blasze układam ząbki czosnku (jeden ząbek odkładam), nie pozbawiając ich skórki. Piekę, aż czosnek zmięknie.Do dużego garnka wrzucam soczewicę, zalewam ją ok. 3 szklankami wody, solę i gotuję. Na rozgrzaną oliwę wrzucam kumin. Gdy przyprawa zacznie pachnieć, dorzucam odłożony, zmiażdżony ząbek czosnku, cebulę i warzywa. Podsmażam je, aż warzywa lekko zmiękną.Soczewicę gotuję, aż zacznie się rozpadać, a woda z niej wyparuje (trwa to ok. pół godziny). Zdejmuję garnek z gazu. Soczewicę mieszam z warzywami z patelni i lekko miksuję (należy uważać, by nie zrobić papki warzywnej - masa musi być grudkowata). W tym momencie próbuję masę i w razie potrzeby ją dosalam albo dodaję więcej chili - musi być wyraźna w smaku.Następnie do masy dodaję upieczone ząbki czosnku i rozbełtane jajka. Dokładnie mieszam, przekładam do wysmarowanej tłuszczem i posypanej bułką tartą keksówki (można keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia, tak jak ja to zrobiłam). Pasztet piekę przez ok. pół godziny w 180 stopniach C. Podaję z chrzanem albo majonezem domowej roboty.